lipiec14

O niedzielnym postanowieniu poprawy

dodano: 14 lipca 2010 przez malvey


Czyli będzie to notka, której podtytuł brzmi "Dać jej szansę...". Wtajemniczeni mogą sie domyślać o czym, a raczej o kim będę rozprawiać, a niewtajemniczonym już wyjaśniam...

 

Należę do rzymsko-katolickich praktykantów, czyli co niedziela jestem na mszy św., a czasem i w tygodniu nie raz pójdę. Wtajemniczeni powinni teraz zwrócić mi uwagę, że jak to, że jestem wierząca i praktykująca, a pozwalam sobie na nienawiść... No cóż, wierzę i praktykuję, ale czasami jestem słaba. Niewtajemniczonym wyjaśniam, że rzecz rozprawia się o moją relację z matką mojego męża. Pisałam już kiedyś o tym, że nie układa się między nami. Jest dokładnie tak, jak mówią pewne dowcipy. Czyli na pewno nie tak, jak bym tego chciała.

A wrracając do tematu... Byłam w kościele w minioną niedzielę i kazanie zwróciło wówczas szczególnie moją uwagę. Są takie kazania, które trafiają prosto do słuchającego, który momentami ma wrażenie, jakby to kazanie było adresowane prosto do niego. I tak było ze mną. Ksiądz mówił o miłowaniu bliźniego. Mówił, żeby nie mówić o kimś źle, skoro się za kogoś nie modlimy lub nie ofiarujemy postu za jego uczynki. Proponował, żeby mimo, że nie można na kogoś patrzeć, żeby postarać się, mimo wszystko, postarać się tego kogoś tolerować.

 

No i wzięłam sobie słowa tego księdza do serca i postanowiłam dać szansę mojej teściowej. A przynajmniej postanowiłam się trochę postarać.

W związku z naszymi relacjami, nie chciałam, żeby ona zajmowała się moją kochaną Malwinią, kiedy akurat ani ja, ani mąż nie możemy. Jak wróciłam na te 3 tygodnie, to tak kombinowałam, żeby mąż był z Malwą. Na szczęście pracuje na zmiany, więc sie udawało. No i wziął sobie urlop. A jak on ie mógł, to moja mama dopasowała swój grafik. Niestety od wrześnie nie zawsze się tak uda. 3 tygodnie można było zorganizować, ale na dłuższą metę będzie trudno. Toteż muszę przygotowywać się przez wakacje do tego, że będę musiała powierzyć mój Skarb Najcenniejszy kobiecie, za którą nieszczególnie przepadam.

 

Sqwoją wewnętrzną poprawę postanowiłam zacząć od niedzieli. Pojechaliśmy do teściów na działkę. Mają taki domek na wsi niedaleko naszego miasta nad małym jeziorem (my mówimy na niego zalew, na mapie figuruje jako jezioro). Mamy z bratem do spółki taki mały jacht, typu orion. Tego typu jakchty było produkowane w latach '70. Jest długi na 6 m, szeroki na 2 m, powierzchnia żagli to ok. 14 m kw. No ale ja nie o tym. Mąż bardzo chciał pożaglować. Oczywiście Malwinka jest jeszcze za mała na tego typu rozrywki.

No i się przemogłam, postanowiłam dać jej szansę... Zostawiliśmy Malwinię, nasz najcenniejszy skarb z babcią i dziadkiem. Tak nawiasem dodam, że na tych żaglach byli też z nami brat i bratowa mojego męża. Oni mają córcie 6 tygodni młodszą od naszej Malweczki i też ją zostawili. Tak więc dziadkowie mieli 2 dziewczynki pod opieką.

Trochę się zastanawiałam, czy dam radę tak zostawić moje maleństwo i spędzić czas z mężem, bez niej. Od 20 grudnia nie mieliśmy jeszcze takiej możliwości. Z resztą, nie widziałam w tym frajdy. Ale z drugiej strony nie powinnam się ograniczać do maksimum, bo mamy teraz dziecko. Więc jak od czsu do czasu Malwinią zajmą się dziadkowie, to nic się nie stanie.

Żeglowaliśmy ok. 2 i pół godziny. Z jednej strony fajnie czas spędzić tylko z mężem, ale z drugiej bardzo tęskniłam...

 

Dziś musiałam podjechać do pracy. Malwą znów musiała zająć się babcia. Pytanie dla mnie: która... Ok, szansę dałam raz i nie będę się rozpędzać. To swoje "postanowienie poprawy" wprowadzać będę po woli. Poprosiłam moją mamę o pomoc. Ale postanowienie poprawy zamierzam jeszcze kiedyś wdrożyć w życie. A jak sobie wytłumaczyłam? Mnie może matka mojego męża nie lubić. Ok. Ale Malwinia jest dzieckiem nie tylko moim, ale i jej syna. Więc krzywdy je nie zrobi.

 

A Malwince na górze rosną 2 ząbki, dwie jedynki. Jedna się już przebiła, a drugą widać przez dziąsełka... Ma tylko katar, a poza tym ząbkuje dość spokojnie.

 




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Wasze komentarze

zgłoś
patrycja0303 14 lipca 2010 patrycja0303 napisała:

Jak to się mówi - teściowa jaka jest tak jest - ale JEST ;) I musimy sobie z tym radzić ( choć moja jest w porządku )


zgłoś
gonrad 20 lipca 2010 gonrad napisała:

Powiem Ci że nie jest tak źle jeżeli się Twoi teściowie zdecydowali zostać nawet nie na długo dwojgiem tak małych dzieci na raz. Sama bym sobie pożeglowała... ostatni raz pod żaglami pływałam jakieś... hm... 12 lat temu... Mam stopień żeglarza, ale nie czuję się na tyle wprawnym żeglarzem, żeby wziąć odpowiedzialność za zielonego pod tym względem męża no i dzieci... więc jeszcze trochę na żeglowanie sobie poczekam...