kwie.5

Wielka Sobota i babcia B

dodano: 5 kwietnia 2010 przez malvey


Wielka sobota przyniosła całkiem przyjemną pogodę. Na tyle przyjemną, że wybraliśmy się z Malwinia do kościoła na poświęcenie koszyczka. Może jestem zbyt troskliwa i może przesadzam, ale staram się uważać i nie w każdą pogodę wychodzić z Malwinią na dwór. Zbyt wietrzna czy zbyt zimna pogoda odpada. Niby można z dzieciaczkiem wychodzić już od -5 stopni, ale ja uważam to za zbyt zimną pogodę.

I była ta nasza Królewna ze święconkiem. oczywiście całą drogę spała i w kościele też. Zachowała się wzorowo. Mamusia wystroiła swoją Ślicznotkę w nowa kurteczkę, wczorajszy zakup, oczywiście w kolorze przyjemnego różu, taki pastelowy odcień. Trochę bałam się takiego wyjazdy do kościoła. Jak w jakimś innym miejscu publicznym zacznie moje dzieciątko płakać, to jest to do przyjęcia. Hałas zewnętrzny zagłusza płacz. Ale w kościele, nie chciałabym, żeby moja Maleńka nie płakała. Nie wiem, czy umiałabym ją uspokoić po cichu. Zwykle mówię i nie szeptem. Często chodzę i balasuję, a nie wiem, czy w kościele tak wypada.

To wielkosobotnie wyjście na święcenie było pierwszym wyjściem Malwinki do kościoła. Nasz kościół tej duży i zwykle jest w nim bardzo zimno, czasami nawet zimniej niż na zewnątrz. Właśnie ta obawa przed zimnem wstrzymywała mnie przed wzięciem mojego dziecka do kościoła. I jeszcze te dylematy związane ze sposobem uspokajania jej w trakcie mszy... Planujemy to nasze Szczęście zabrać do kościoła w Niedzielę Wielkanocną. Trochę się boję, ale mam nadzieję, że będzie ok.

 

Zadałam sobie pokutę na sobotni wieczór... Tak pozwolę sobie to określić. Otóż, poprosiłam męża, żaby zadzwonił po swoją mamę, żeby została z dzieckiem wieczorem. My mieliśmy pójść do kościoła na wielkosobotnie nabożeństwo. Babcia B - pozwolę sobie nazywać tak matkę mojego męża, w przeciwieństwie do mojej mamy, którą nazywać będę Babcią A. Babcia B przyjechała do nas na ok. 17:30. Był to pierwszy raz, kiedy zdecydowałam się zostawić moje Maleństwo właśnie z babcią B. Dotychczas zostawała z babcią A, czasem z dzidkiem A albo z babcią i dziadkiem A.

Ktoś mądry mi powiedział, że wobec swoich rodziców jestem mniej krytyczna, bo to są moi rodzice i dlatego wydaje mi się, że bardziej jestem skłonna zostawić moje dziecię pod opieką swoich rodziców niż swoich teściów. Fakt, mam do nich większe zaufanie, jeśli chodzi o powieżenie dziecka. Ale odważyłam się w Wielką Sobotę zostawić dziecko właśnie pod opieką babci B. Wcześniej szukałam wszystkich możliwych sposobó, żeby to ona nie musiała zostać, ale dziś nie dało rady. I właśnie po rozmowie z tym kimś mądrym i mimo ostatnich (delikatnie mówiąc) niemożności dojścia do porozumienia z teściową postanowiłam, postarać się zaufać... uwierzyć w człowieka. Malwinki nie ubyło, raczej krzywdy nie zrobiła. Opiekowała się ją niecałe 2 i pół godziny. Spróbowała nawet dać jej jeść z butelki, miałam przygotowane odciągnięte mleczko. 30 ml to nie dużo, ale najważniejsze, że zawsze chociać trochę. Nawet przewinęła to moją Gwiazdeczkę. A ja też przeżyłam. Kobieta jest okropną egoistką i taką znieczulicą i miałam obawy. Ale było, przeżyłam, minęło i jest już po.

Jak wróciliśmy z kościoł, Malwinia spała. Była godzina ok. 20:30. Położyliśmy ją do łóżeczka. Spała tak do ok. 22:30, potem wtała na jedzonko i dalej spało to moje szczęście. Wielka Sobota przeżyta całkiem dobrze. Do południa było słonko i spacer, a wieczorem... przymus, konieczność...

Dałam kobiecie szansę, ale wiem, że jakbym widziała, że przewija albo jak karmi, to byłoby mi ciężko zachowac spokój i nie wtrącić się... Przewijanie jest moim przyjemnym i słodkim obowiązkiem i nie pozwolę  odebrać sobie tej przyjemności. Oczywiście babcia B nie bardzo się z tym godzi, ale to już jej problem, zawsze zrobie i będę robić po swojemu i nie dam sobie odebrać przyjemności pielęgnowania mojej Gwiazdeczki.

Po tej pamiętnej rozmowie, po tej głupiej gadaninie w kierunku mojej osoby w wykonaniu teściowej, zaczyna mi kobieta zawadzać. Drażni mnie ogromnie. Ale znów ktoś mądry poradził mi skupić się na sobie, żeby samemu być w porządku. Żeby nic mi nie można było zarzucić. Oczywiście ta głucha kobieta, babcia B, jednym uchem wpuszcza, a drugim wypuszcza. Nie da sobie nic wytłumaczyći zapamiętuje to co chce. Ale czego można się spodziewać po egoistce, samolubowi i tępej kobiecie, dla której liczy się szczególnie własne ja. Ale nic, została, poradziła sobie, pokuta odprawiona.

Ciężko mi z tą teściową.




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Wasze komentarze

zgłoś
gonrad 6 kwietnia 2010 gonrad napisała:

Może się jakoś w końcu dogadacie. Dała sobie radę tak samo mocno kocha Twoje dziecko jak Ty. może inną miłością ale to przecież babcia. Kiedyś Ci coś opowiem... ale na priv :)